Do Indonezji lecimy z Krakowa, z przesiadką w Stambule. Lecimy tureckimi liniami lotniczymi Turkish Airlines i jesteśmy nieco zdziwieni, że już na krótkim locie do Stambułu, który trwał 2 godziny, dostajemy pełny posiłek. Kolejny lot, ze Stambułu do Dżakarty trwa około 11-12 godzin – na szczęście wypada w porze nocnej. Tak długi dzienny lot z niespełna 3 letnim bąblem byłby bardzo wymagający. Po kolacji i chwili zabawy nasza córka idzie spać.

W Indonezji lądujemy o poranku tamtejszego czasu. Po zakupieniu wizy i odebraniu bagażu jedziemy taksówką do hotelu i trochę odpoczywamy, a po południu ruszamy na zwiedzanie miasta.

Dżakarta jest stolicą Indonezji. To ogromna metropolia, druga aglomeracja świata z 31 760 000 mieszkańców. Nas to miasto nie zachwyciło. Inne azjatyckie metropolie były bardziej klimatyczne i miały więcej zabytków czy innych miejsc do zwiedzania. Nie znajdziecie tam wielu turystów. Na głównym placu lokalni robili sobie z nami zdjęcia, o czymś świadczy 🙂

Chinatown w Dżakarcie również raczej nie zachwyca. W porównaniu do chińskiej dzielnicy w Kuala Lumpur, gdzie byliśmy 1.5 roku wcześniej, wypada bardzo słabo.

Następnie zwiedzamy Stare Miasto, kolonialną część Dżakarty:

Po dwóch nudnych dniach z samego rana znowu jedziemy na lotnisko i niespełna dwie godziny później lądujemy na Bali. Tej wyspy chyba większości osób nie trzeba przedstawiać, o Bali słyszał niemal każdy. Obawiamy się ,czy ze względu na tłumy, których nie lubimy, wyspa nas nie rozczaruje. Odbieramy zarezerwowane wcześniej auto (wbrew wszelkim opiniom, że to samobójstwo i nie da rady tam jeździć) i zamierzamy objeżchać wyspę. W jednym miejscu zatrzymujemy się na 2-3 noce. Koncentrujmy się na północnej i środkowej części Bali, a omijamy szerokim łukiem południe, które nazywane jest mekką influencerów… Podobno tam jest najbardziej tłoczno, a korki mocno dają w kość.

Pierwszy dzień to spokojny spacer po najbliższej okolicy naszego hotelu.

Na Bali śpimy w noclegach rezerwowanych przez najbardziej popularną wyszukiwarkę. W każdym noclegu mamy wliczone śniadanie, w każdym również znajduje się basen, gdzie spędzamy wieczory. Uważam Bali za wciąż tanią wyspę dla nas, Europejczyków. Koszt hotelu dla naszej trójki oscyluje w granicach 200 zł/noc, średnio za obiad (3 drugie dania lub zupa dla Łucji + 3 koktajle/soki owocowe) dla 3 osób płacimy 50-100 zł.

Kolejnego dnia ruszamy na zwiedzanie Tirta Gangga – Wodnego pałacu.

Na Bali wodnych pałaców jest sporo. Ten jest bardzo malowniczy i chyba najbardziej rozpoznawalny. Na podestach wystających z wody zdjęcia robią się same. Nic dziwnego, że chętnych na fotkę było sporo. Byliśmy tam rano, więc nie trafiliśmy na największe tłumy. Kiedy opuszczaliśmy pałac, kolejki do zrobienia zdjęcia były już dość spore.

Po pałacu spacerujemy powoli, nie spiesząc się. Podziwiamy fontanny. Upał doskwiera od samego rana, więc nie ma szans na szybkie zwiedzanie.

Koszt wstępu około 20 000 IDR.

Pura Luhur Lempuyang jest położoną na zboczu góry Lempuyang, jedną z najważniejszych świątyń na Bali.

Miejsce, skąd o wschodzie słońca jest piękny widok na wulkan Agung w balijskiej bramie. My odpuszczamy stanie w kolejce do zdjęcia (3 godziny). Właściwie ta organizacja z kolejkami i numerkami do zrobienia zdjęcia jest godna podziwu. Dla mnie jest to jednak jakieś przegięcie w stronę masowej turystyki i klepania takich samych zdjęć, które dobrze zbierają lajki na insta.. W okolicy jest sporo miejsc przygotowanych specjalnie pod zdjęcia. Pan prezentuje karteczki ze zdjęciami, jakie można sobie zrobić. Całkiem niezły pomysł na biznes 🙂 Wszystkie zdjęcia z huśtawek z Bali to właśnie specjalnie przygotowane punkty.

Wstęp do świątyni to koszt 100 000 IDR i dodatkowo 50 000 IDR (łącznie około 30 zł) za busa, który podwozi z parkingu na górę. Trasa z parkingu pod świątynie to około 2 km pod górę.

A na koniec dnia Taman Ujung:

Pałac Wodny Ujung to dawny pałac w regencji Karangasem na Bali. Obecnie jest również jako Park Ujung lub Park Sukasada.

Historia Taman Ujung była jednak burzliwa i nie omijały go negatywne skutki klęsk żywiołowych. W 1963 roku został poważnie zniszczony w wyniku erupcji wulkanu Agung, natomiast w 1979 roku miało miejsce trzęsienie ziemi, które również skutkowało naruszeniem konstrukcji. Kilka lat po tych wydarzeniach odbudowano pałac.

My spędzamy tutaj popołudnie. Łapiemy idealne światło, podziwiamy baseny z wodą. I gasimy pożar okropnego humoru naszej 3 latki 🙂 Miejsce bardzo mi się podoba. Jest tutaj sielsko, spokojnie. Powiedziałabym, że można się delektować chwilą, gdyby nie to, że Łucja była konkretnie niezadowolona prawie do końca zwiedzania. W pewnym momencie zaczęła radośnie biegać po trawie i humor nagle się polepszył 🙂

Bilet wstępu do pałacu to koszt 75 000 IDR (około 15 zł)

Kolejny dzień rano jedziemy pod Sang Hyang Ambu Temple:

Świątynia i brama znajduje się jakieś 5 minut od naszego hotelu. Trafiamy na nią przypadkiem, widząc z drogi poprzedniego dnia. Trasa początkowo wiedzie po schodach, później trzeba iść mocno pod górę. Upał i 3 latka, którą trzeba nosić na rękach, dają w kość. Nie ma tu właściwie turystów, jedynie po drodze na górę mijamy kilka lokalsów. Spotykamy za to dużo małp 🙂

Widok z góry jest uroczy. Podziwiamy widoki na sąsiednie wyspy i bujną roślinność.

Po zwiedzaniu ruszamy obejrzeć plażę Virgin Beach:

Idealna plaża, jak z obrazka – turkusowa woda i biały piasek. My wpadamy zrobić zdjęcia i dać Łucji dłuższą chwilę na zabawę w piasku. Jeśli jest coś co w podróży podoba się najbardziej dziecku w wieku 3 lat to właśnie piasek 🙂

Kolejno pola ryżowe w Sideman:

Pierwsze pola ryżowe, jakie odwiedzamy. Ja jestem oczarowana. Oglądamy życie lokalnych ludzi, którzy kończą swój dzień pracy, biorą kąpiel. Ciekawe doświadczenie.

Wodospad Gitgit Waterfall:

Bali słynie z wodospadów. Jest ich całkiem sporo. Ten jest dość łatwo dostępny. Po drodze można kupić lokalne przyprawy i trochę pamiątek.

To był dzień z małą ilością zwiedzania, większość czasu spędziliśmy w trasie. Następnie meldujemy się w hotelu, gdzie mamy Buddę w basenie. Chwilę odpoczywamy i podziwiamy roślinność.

Kolejny dzień to Ulun Danu Beratan Temple:

Pura Ulun Danu Bratan jest świątynią hinduistyczną i zarazem jedną z największych i najbardziej popularnych atrakcji na Bali. Powstała w XVII wieku na brzegu jeziora Bratan i otoczona jest pięknym ogrodem.

Łucja zachwyca się plastikowymi truskawkami… 😉 Spotykamy pana, który tworzy dekoracje świątyni. Oglądamy sesje zdjęciowe, na które można wypożyczyć specjalny tradycyjny strój.

Wstęp do świątyni to około 30 000 IDR (czyli jakieś 6 zł). My kupujemy bilet łączony z pobliskimi ogrodami.

Ogrody The Blooms Garden:

Skusiliśmy się jeszcze na zwiedzanie okolicznych ogrodów. Wyglądają na nowe i mało znane. Ciekawie zaprojektowane. Spędzamy tutaj jakieś 1.5 godziny, przechadzając się powoli po alejkach i robiąc zdjęcia.

Ciekawostką jest to, że można tutaj kupić truskawki, które są hodowane w tunelach widocznych na zdjęciu na dole. Cena truskawek to około 18 zł/kg. Nie skusiliśmy się. Mamy doświadczenie z wielu krajów, że zazwyczaj te truskawki nie są tak smaczne jak w Polsce.

Bali Handara Gate

Piękna brama. Kolejna z komitetem kolejkowym. Może gdyby nie fakt, że podróżujemy z małym dzieckiem skusiłabym się na stanie w kolejce po zdjęcie.. Fakt podróży z Łucją jednak sprawia, że nie chce nam się czekać.

Ceny za zrobienie sobie zdjęcia w takich miejscach są różne. Od kilku złotych po około 50 zł za jedno ujęcie na insta huśtawkach.

Red Coral Munduk Waterfall

Idąc na wodospad mijamy suszącą się wanilię.

Tarasy ryżowe Jatiluwih:

Ponad 600 hektarów zachwycających pól ryżowych rozsianych na wzgórzach w okolicy góry Batukaru. Znajdują się w centralnej części wyspy. Z turystycznego Ubud jest tu jakieś 1.5 h drogi. Przy czym średnia prędkość z jaką się jeździ po Bali to 30km/h.

Auto zostawiamy na parkingu i ruszamy na zwiedzanie. Były tutaj specjalnie przygotowane miejsca do zaparkowania, co na Bali nie jest oczywiste. Większość turystów porusza się skuterami. Trasa na piechotę zajmuje nam jakieś 2-3h spacerem. Jesteśmy zachwyceni widokami. To jedno z moich ulubionych miejsc na Bali.

Wstęp kosztuje około 10 zł, nie ma tutaj żadnych insta huśtawek i innych miejsc przygotowanych pod zdjęcia. Sama piękna natura. Byłam zachwycona!

Ubud:

Ostatnim miejscem które, zwiedzamy na Bali, jest Ubud.

Tutaj stoimy godzinę w korku (wreszcie), aby wjechać do miasta. O ile całe Bali nam się bardzo podobało, to Ubud jednak zmęczyło nas tłumami i gwarem. Pewnie gdybyśmy drugi raz planowali wyjazd, odpuścilibyśmy Ubud i spędzili więcej czas na innych wyspach.

Miejsca które zwiedziliśmy w Ubud:

Pura Taman Kemuda Saraswati: znany również jako Ubud Water Palace, to balijska świątynia hinduska. Pura jest poświęcona bogini Saraswati. Pura Taman Saraswati słynie z lotosowego stawu. Aby wejść do pałacu trzeba ubrać się w tradycyjny strój. Wypożyczenie tego stroju jest w cenie biletu. To często spotykana praktyka na Bali. Tutaj strój miał najwięcej elementów i nawet Łucja dostała fioletową przepaskę o którą się bardzo upominała. Wygląda to bardzo ciekawie. W ponad trzydziesto stopniowym upale zakładanie na siebie kolejnej warstwy ubrań nie jest super komfortowe.

Monkey Forest : Las małp. Chyba jednak z największych atrakcji Ubud. Wstęp kosztuje około 21 zł/osoba. Małp jest bardzo dużo. Ważne, aby dobrze schować wszystkie przedmioty – małpy lubią kraść. My w ten sposób straciliśmy butelkę wody, którąTomek miał w bocznej kieszeni plecaka.

Campuhan Ridge Walk: Spacer widokowy. Tutaj można odpocząć od zgiełku miasta i nacieszyć oczy widokami przyrody.

A kolejnego dnia transportujemy się już na wyspę Gili 🙂